Nocą zwyczajne pole położone kilka kilometrów na południe od Grodziska Mazowieckiego zmieniało się w punkt łączący okupowany Kraj z wolnym światem. Na ziemi czekali żołnierze Armii Krajowej. Nasłuchiwali warkotu silników, układali światła i wypatrywali na niebie alianckiego samolotu. W dokumentach miejsce to występowało najpierw jako placówka odbiorcza "Bat" 610, a później "Solnica" - kolejno pod numerami 107, 110 i 001. Ze względu na zdolność przyjmowania zrzutów jednocześnie z kilku samolotów określano je jako bastion.
W latach 1943-1944 przeprowadzono tutaj cztery udane operacje, podczas których do Polski przerzucono łącznie piętnastu skoczków oraz dziesiątki zasobników i paczek ze sprzętem. Pierwszy samolot pojawił się w nocy z 14 na 15 marca 1943 roku. Halifax DT-543 "G" wystartował z brytyjskiego Tempsford w ramach operacji "Step". Na jego pokładzie znajdowali się trzej cichociemni: mjr dypl. Jan Górski ps. Chomik, ppor. Janusz Jarosz ps. Szermierz i ppor. Olgierd Stołyhwo ps. Stewa. Razem z nimi zrzucono sześć zasobników, dwie paczki oraz 335 tysięcy dolarów ukrytych w pasach skoczków.
Droga powrotna okazała się dramatyczna. Nad Bałtykiem Halifax został ostrzelany przez artylerię niemieckiego okrętu i doznał uszkodzenia sterów. Załodze udało się jednak utrzymać właściwy kurs. Z powodu mgły nad Tempsford samolot skierowano ostatecznie na lotnisko w Cottam. Cała wyprawa trwała niemal czternaście godzin.
Pół roku później, w nocy z 9 na 10 września 1943 roku, nad "Solnicę" nadleciał kolejny Halifax. Operacja nosiła kryptonim "Neon 4". Tym razem skoczyli por. Bolesław Polończyk ps. Kryształ, ppor. Fryderyk Serafiński ps. Drabina oraz kpt. Elżbieta Zawacka ps. Zo - jedyna kobieta wśród cichociemnych.
Na placówce od kilku dni trwało czuwanie. Sygnałem potwierdzającym lot były melodie nadawane przez BBC. Po ich usłyszeniu przygotowano światła, samochód i powozy do przewiezienia zasobników, a oddziały osłonowe zajęły stanowiska na drogach prowadzących od Warszawy i Żyrardowa. Gdy długo oczekiwany samolot pojawił się nad polem, początkowo minął placówkę. Dopiero po zatoczeniu łuku wrócił nad światła.
Żołnierze czekający na ziemi zobaczyli opadające spadochrony i usłyszeli wykrzykiwane przez skoczków hasło "Janek". Odpowiedzią placówki była "Sawa". Szczególne zdumienie wywołał kobiecy głos. Elżbieta Zawacka wspominała później, że pozwolono jej skoczyć jako pierwszej. Po wylądowaniu dotkliwie stłukła piętę. Jeden z jej towarzyszy spadł na dach szopy, jednak cała trójka szybko się odnalazła i dotarła do przygotowanego domu odbiorczego.
Nie mniej niebezpieczny był lot załogi. Halifax został ostrzelany nad Danią, a w drodze powrotnej zaatakowały go dwa nocne myśliwce Luftwaffe. Pociski podziurawiły kadłub i skrzydła oraz unieruchomiły wieżyczkę strzelecką. Dzięki gwałtownym unikom, chmurom i dużej dozie szczęścia samolot zdołał powrócić do Tempsford.
Kolejny zrzut nastąpił w przełomowym momencie wojny. W nocy z 30 na 31 lipca 1944 roku, zaledwie kilkadziesiąt godzin przed wybuchem Powstania Warszawskiego, w operacji "Jacek 1" z włoskiego Brindisi przyleciał Liberator KG-890 "S". Na "Solnicę" skoczyło sześciu żołnierzy. Byli wśród nich ppłk Jacek Bętkowski ps. Topór 2, ppor. Władysław Śmietanko ps. Cypr, por. Stanisław Ossowski ps. Jastrzębiec 2, por. Julian Piotrowski ps. Rewera 2, kpt. Zbigniew Specylak ps. Tur 2 oraz kpt. Franciszek Malik ps. Piorun 2. Zrzucono także dwanaście zasobników, osiem paczek oraz znaczną ilość pieniędzy przeznaczonych na działalność Polskiego Państwa Podziemnego.
Bętkowski wylądował z dala od świateł, w pobliżu sadu pilnowanego przez ogrodnika i psa Burka. Przypadkowy świadek pomógł mu odnaleźć placówkę, po czym został zaprzysiężony. Niedługo później cichociemny ruszył kolejką do Warszawy. Po drodze skład zwolnił w miejscu niemieckiej łapanki, lecz nie został zatrzymany.
Ostatnia operacja odbyła się w nocy z 18 na 19 listopada 1944 roku. Liberator KG-994 "R" przywiózł cichociemnego ppor. Kazimierza Czerwińskiego ps. Bryzga oraz dwóch kurierów: szer. Józefa Gójskiego ps. Borowik i plut. Jana Błaszczyka ps. Kret. Wraz z nimi na ziemię trafiły pieniądze przeznaczone dla Armii Krajowej i Delegatury Rządu na Kraj, dziesięć zasobników oraz sześć paczek.
Dziś o wydarzeniach tych przypominają kaplica Matki Boskiej Ostrobramskiej Patronki Cichociemnych w Radoniach oraz tablica na ścianie Szkoły Podstawowej w Książenicach. Dawne pole nie zdradza już swojej wojennej roli. W latach okupacji było jednak czymś znacznie więcej niż punktem zaznaczonym na mapie - stanowiło bezpieczną bramę, przez którą do kraju wracali ludzie gotowi podjąć walkę, a wraz z nimi docierały pieniądze, broń, sprzęt i nadzieja.
**********
Dr Agnieszka Polończyk-Sudoł - pomysłodawczyni i koordynatorka projektu "Mapa Pamięci o Zrzutowiskach Cichociemnych". Zawodowo związana jest z Instytutem Bezpieczeństwa i Informatyki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, gdzie pracuje jako adiunkt i specjalizuje się w przestrzennych analizach przestępczości. Jest pasjonatką historii, interesują ją zwłaszcza dzieje cichociemnych i pamięć o miejscach związanych z Ich służbą. Jest autorką publikacji poświęconych tej tematyce. Szczególne znaczenie ma dla niej również osobisty wymiar tej historii - jest wnuczką cichociemnego Bolesława Polończyka ps. "Kryształ".
**********
.jpg)

Historyczne mapy wykorzystywane przez wojskowych w okresie II wojny światowej

Pomnik w miejscu pola zrzutowego o kryptonimie "Kanapa"



