Wystawa powstała w 80. rocznicę operacji "Lawina". Jest ona hołdem dla ofiar komunistycznej prowokacji, która zakończyła historię największego ugrupowania podziemia niepodległościowego na Podbeskidziu po II wojnie światowej.
Zgrupowanie VII Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Henryka Flamego "Bartka" w szczytowym momencie, wiosną 1946 r., liczyło ponad 300 partyzantów. Dniem szczególnego triumfu była defilada żołnierzy "Bartka" 3 maja 1946 r. w Wiśle.
Ekspozycja łączy rzeźby postaci zamordowanych żołnierzy z elementami partyzanckiego umundurowania, bronią i ekwipunkiem. Towarzyszą im grafiki o tematyce patriotycznej, związanej z Żołnierzami Wyklętymi.
Twórcami wystawy-instalacji są artyści z Bielska-Białej: "Kratka" (grafiki) i Piotr Walczak (rzeźby). Członkowie rodzin autorów wystawy byli żołnierzami walczącymi pod dowództwem kpt. Henryka Flamego "Bartka".
**********
Zagłada około 100 żołnierzy "Bartka" była efektem operacji "Lawina" przygotowanej przez funkcjonariusza MBP Henryka Wendrowskiego, który jako "kapitan Lawina" przeniknął w szeregi Narodowych Sił Zbrojnych.
Wendrowski miał już duże "zasługi" jako zdrajca - był żołnierzem AK Inspektoratu Białystok, który po wkroczeniu Sowietów na Białostocczyznę w lipcu 1944 r. podjął współpracę z sowieckim kontrwywiadem Smiersz, wydając setki osób zaangażowanych w białostocką konspirację.
W lecie 1946 r. Wendrowski-"Lawina" spotkał się z "Bartkiem" w bazie na Baraniej Górze, obiecując bezpieczny transport jego żołnierzy w rejon Jeleniej Góry, gdzie mieli się zająć ochroną pogranicza. Towarzyszył mu funkcjonariusz UBP Czesław Krupowies, który występował jako porucznik NSZ "Korzeń".
Obaj nadzorowali akcję, w której od 5 do 25 września 1946 r. w trzech transportach w stronę Dolnego Śląska wyjechało około 100 partyzantów zgrupowania "Bartka". Wciągnięci w pułapkę, zostali zamordowani przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i sowieckiego NKWD w kilku miejscach na Opolszczyźnie (okolice Malerzowic Wielkich, "polana śmierci" w lesie koło Barutu, Stary Grodków).
Sam "Bartek" wówczas leczył postrzeloną nogę, zamierzał dołączyć do swoich żołnierzy w ostatnim, czwartym transporcie, ale do niego nie doszło. Już wcześniej był ostrzegany przez dowódcę jednego z podległych sobie oddziałów, Antoniego Bieguna "Sztubak" o prowokacji ze strony UB (oddział Sztubaka ocalał, nie wyjechał na ziemie zachodnie).
"Bartek" przekonał się, co się stało z jego żołnierzami, gdy wiosną 1947 r. udał się w Opolskie. Sam zginął pół roku później, zastrzelony przez milicjanta w Zabrzegu koło Czechowic.
"Kapitan Lawina" został za tę i kolejną operację ("Cezary") hojnie przez swoich mocodawców nagrodzony - pomimo przeszłości w AK od 1962 r. piastował wysokie stanowiska w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w latach 1968-1973 był ambasadorem PRL w Danii, w latach 1979-1981 w Islandii. Jego słowa z wywiadu udzielonego w latach 90. są porażające: "Jestem dumny z tego, co zrobiłem dla moich kolegów z lasu. Pomogłem im wrócić do normalnego życia".
Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN od 2016 r. prowadzi ekshumacje we wsi Barut i Stary Grodków. W maju 2026 r. na nowym cmentarzu wojennym w Kamesznicy odbył się pogrzeb blisko 60 żołnierzy Zgrupowania NSZ kpt. Henryka Flamego "Bartka", z których dzięki badaniom genetycznym udało się zidentyfikować blisko połowę.




