Ostateczny szturm w trakcie bitwy o Monte Cassino

Ostateczny szturm w trakcie bitwy o Monte Cassino


11 maja 1944 r. rozpoczął się finalny szturm podczas bitwy o Monte Cassino. Około południa do dowódców jednostek stacjonujących na pozycjach wyjściowych dotarły rozkazy dotyczące ataku.

Żołnierze!
Kochani moi Bracia i Dzieci. Nadeszła chwila bitwy. Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym naszym wrogiem (…)
Żołnierze – za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna.

rozkaz gen. W. Andersa skierowany do żołnierzy 2 Korpusu.

Według planów gen. Andersa polska piechota miała zdobyć m.in. wzgórza 593 oraz “Widmo”. Pierwsze szturmowała 1 Brygada Strzelców Karpackich, natomiast drugie 5 Wileńska Brygada Piechoty, dla której był to chrzest bojowy. Szturm zakładał zdobycie wzgórz okalających klasztor Monte Cassino, by dopiero w następnej fazie zdobyć klasztor. Jednym z oddziałów szturmujących niemieckie pozycje był również Pułk 4 Pancerny “Skorpion”, którego zadaniem był atak poprzez “Gardziel”. Tym mianem określano długi na około 1 km wąski przesmyk pomiędzy Wzgórzami Głowa Węża i Widmo skierowany wprost na redutę Mass Albanety, która była silnie obsadzona przez nazistowskie wojska wyposażone w broń pancerną. To tam zatrzymały się wcześniejsze ataki wojsk nowozelandzkich w marcu 1944 r.

Około godz. 21. rozkazy do ataku dotarły do dywizjonu artylerii ciężkiej. W godzinę “H” pociski lekkiej i ciężkiej artylerii (ponad 1000 dział) rozpoczęła przygotowanie do decydującego uderzenia akcji “Honker”. Po godz. 1 w nocy 12 maja Polacy ruszyli do akcji. Polskie czołgi wjechały do Gardzieli, które jadąc blisko obok siebie w wąskim wąwozie były łatwym celem dla broni przeciwpancernej. W dodatku nocny krajobraz utrudniał manewrowanie polskich czołgistom. Polscy saperzy nie mając wsparcia piechoty pod gradem kul rozminowywali kolejne metry wąwozu. Piechota zajęła wzgórza, a następnie odpierała kolejne niemieckie kontrataki. Nad ranem na pozycję Polaków spadł grad pocisków niemieckiej artylerii:

Jatka to była, jedna jatka (…) Rozrywało nas po kawałku… ręce, nogi latały w powietrzu… Mnie uratował dołek przy takim głazie. Zwinąłem się jak dziecko w brzuchu matki, a to żelastwo leciało nade mną… Nie było do kogo strzelać, bo myśmy Niemców nie widzieli, a oni nas mieli jak na dłoni. [M. Nurowska, Anders, s.125]

– wspominał jeden z żołnierzy.

Pierwsze natarcie Polaków załamało się. Kolejny atak przesunięto o kilka dni.

fot. Polacy szturmujący wzgórze 593, źrodło: domena publiczna.