Akcja Burza 1944

80 lat temu: 1944-04-12

Cztery bataliony ze zgrupowania "Gromada" 27. Wołyńskiej DP AK przy wsparciu 54. Pułku Kawalerii Gwardii Armii Czerwonej i ognia sowieckiej artylerii i moździerzy ruszyły do kontrataku na utracone kilka dni wcześniej Czmykos, Staweczki i Owłoczym. Natarcie, na odcinku o szerokości sześciu kilometrów, nie powiodło się. Atak prowadzony był na otwartym terenie, przyjęty został celnym ogniem broni ręcznej i maszynowej pododdziałów Wehrmachtu i Waffen-SS. W dodatku po stronie niemieckiej również odezwała się artyleria. Po kilku godzinach natarcie załamało się, zginęło siedmiu żołnierzy AK, a wielu odniosło rany.

W nocy z 11 na 12 kwietnia siły zgrupowania "Osnowa" 27. Wołyńskiej DP AK we współdziałaniu z 56. Pułkiem Kawalerii Gwardii przeprowadziły szturm na Włodzimierz Wołyński. Po początkowych sukcesach nacierające oddziały polskie sowieckie wdarły się do miasta, nie zdołano jednak zdobyć kompleksu koszar, a po nastaniu dnia i kontrataku wojsk niemieckich siły AK wycofały się w pośpiechu. Niepowodzenie natarcia na Włodzimierz doprowadziło do wycofania się zgrupowania AK "Osnowa" na północ, w stronę zgrupowania "Gromada". Próba odebrania Niemcom inicjatywy zakończyła się klęską i kosztowała życie wielu żołnierzy.

Po niepowodzeniu polsko-sowieckiej kontrofensywy na Włodzimierz Wołyński i szosę Chełm-Kowel dowódca 27. Wołyńskiej DP AK mjr Jan Wojciech Kiwerski "Oliwa" odbył naradę z dowódcą 7. Korpusu Kawalerii Gwardii Armii Czerwonej, gen. Gromowem. Świadomy śmiertelnego zagrożenia dla Dywizji w przypadku dalszego pozostawania jej na pozycjach między Włodzimierzem a Kowlem i między Bugiem a Turią, zaproponował wycofanie Dywizji na wschodni brzeg Turii, gdzie znajdowały się wojska sowieckie/ Sowieci nie wyrazili na to zgody. Polecili "Oliwie" nadal utrzymywać korytarz do Bugu, proponując jedynie dozbrojenie. Doskonale zdawali sobie sprawę, że dla partyzanckiej Dywizji będzie to jednoznaczne z wyrokiem śmierci.

II. batalion 43. Pułku Piechoty 27. Wołyńskiej DP AK przekroczył linię rzeki Turia i został rozbrojony przez czerwonoarmistów. Wskutek ostrego sprzeciwu dowódcy Dywizji, mjr Jana Wojciecha Kiwerskiego "Oliwy", pododdział odzyskał broń. Sytuacja ta wskazała jednak, iż próbę przejścia za sowieckie linie niewiarygodni sojusznicy traktować będą jako niesubordynację podczas wspólnej walki z Niemcami.

Poprzedni Następny