Rozmowa z dr. hab. Jerzym Kirszakiem, historykiem z Instytutu Pamięci Narodowej, znawcą i badaczem postaci gen. Kazimierza Sosnkowskiego.
Decyzją Sejmu rok 2025 jest Rokiem Generała Kazimierza Sosnkowskiego. To jedna z najważniejszych postaci naszej historii najnowszej, jednak pozostająca ciągle w cieniu takich osobistości jak Władysław Sikorski, Wincenty Witos, Józef Haller, Ignacy Paderewski, nie wspominając już o Józefie Piłsudskim.
To prawda. Generał Sosnkowski był postacią bez wątpienia wybitną, a dziś nie jest tak znany, jak na to zasługuje. Co jest tego przyczyną? Może to, że całe życie spędził w cieniu, najpierw Piłsudskiego, potem Rydza-Śmigłego, a jeszcze potem Sikorskiego. Był to jednak jego wybór. Jedną z dominujących cech generała była skromność. Zawsze wolał pracować na zapleczu, niż zajmować eksponowane stanowiska. Tym bardziej powinniśmy teraz pamiętać o jego zasługach, które - pozwolę sobie na eufemizm - były niebagatelne.
Przypomnijmy więc życie i dorobek generała. Zacznijmy od młodości: czy wiemy, co skłoniło młodego studenta architektury Kazimierza Sosnkowskiego do wstąpienia w 1905 roku do Polskiej Partii Socjalistycznej?
Myślę, że to, co zobaczył na placu Grzybowskim w Warszawie rok wcześniej - w 1904 - czyli zorganizowaną przez PPS antyrosyjską demonstrację, podczas której członkowie Organizacji Bojowej otworzyli ogień do policji. Trzeba pamiętać, że Kazimierz był przesiąknięty tradycją walki o niepodległość, także rodzinną z czasów napoleońskich. Nagle zobaczył, że ktoś może bronić ludu i strzelać do nienawistnej władzy, czyli do kozaków i rosyjskiej żandarmerii. Zresztą sam mówił, że porwały go nie tyle hasła socjalne PPS-u, ile to, że z bronią w ręku walczył o niepodległość. To było głównym motywem jego zaangażowania się w działalność partyjną.
Kiedy pierwszy raz Sosnkowski zetknął się z Józefem Piłsudskim, który był ważną postacią partii?
Tak, to była czołowa postać PPS-u. Kazimierz - jak sam wspominał - usłyszał o Piłsudskim jeszcze w 1904 roku i po prostu chciał go poznać. To naturalnie nie było takie proste, zważywszy na konspirację i wszystkie związane z nią obostrzenia. Zetknęli się dopiero w lutym 1906 roku na zjeździe PPS-u we Lwowie. I to było spotkanie, które w zasadzie zdecydowało o całym późniejszym życiu Kazimierza Sosnkowskiego. Piłsudski wciągnął go do Organizacji Bojowej w Okręgu Warszawskim.
Jak młody Sosnkowski się tam sprawdził? Był to przecież zupełnie nowy dla niego, przypomnijmy - studenta, odcinek pracy.
Zwróćmy uwagę: Piłsudski poznał Kazimierza w lutym, a już w sierpniu 1906 roku, czyli kilka miesięcy później, mianował go komendantem Organizacji Bojowej PPS Okręgu Warszawskiego, czyli tego najważniejszego. Zważywszy, że Piłsudski był raczej ostrożny w zawieraniu znajomości konspiracyjnych i że tak eksponowane stanowisko powierzył młodemu, niespełna 21-letniemu, studentowi architektury, to decyzja ta świadczy o dużym zaufaniu, jakim obdarzył Kazimierza. Rzeczywiście, to był dla niego nowy odcinek, ale Sosnkowski sprawdził się. Tutaj trzeba powiedzieć, że Kazimierz był nieprawdopodobnie uzdolniony we wszelkich kwestiach organizacyjnych. To będzie widoczne przez całe jego życie. Organizację Bojową w Okręgu Warszawskim usprawnił i rozwinął. Punktem kulminacyjnym jej aktywności stała się słynna Krwawa Środa 15 sierpnia 1906 roku, kiedy w wielu punktach jednocześnie bojowcy PPS-u zaatakowali posterunki żandarmerii rosyjskiej. To była bardzo spektakularna akcja.
Skoro tak dobrze mu szło, to czemu w 1907 roku Sosnkowski nagle wystąpił z Organizacji Bojowej i wyjechał na studia do Włoch?
To, że w Królestwie Polskim szło dobrze, nie znaczyło, że rewolucja rosyjska szła dobrze. Ona po prostu się skończyła i cała akcja bojowa już wtedy nie miała sensu. Sosnkowski był zdekonspirowany w Warszawie i Kongresówce. Żeby uniknąć represji udał się na emigrację. Chciał kończyć studia architektoniczne zaczęte w Instytucie Politechnicznym w Warszawie. Wyjechał przez Szwajcarię do Włoch. Tam przez jakiś czas mieszkał we Florencji, zamierzał kończyć architekturę w Mediolanie. Los zdecydował inaczej i nie poszedł na wezwanie muz, tylko na wezwanie Marsa. Trafił do Lwowa i znów nawiązał kontakt z Piłsudskim. Był rok 1907. Wtedy właśnie zrodziła się myśl powołania organizacji konspiracyjnej niezwiązanej z partią - tak jak Organizacja Bojowa związana była z PPS-em - tylko czegoś apolitycznego. Ciała skupiającego młodzież akademicką, ale też robotniczą z różnych środowisk, której celem będzie kształcenie kadr do późniejszego powstania przeciwko zaborcy. Bo zarówno Piłsudski, jak i Sosnkowski przewidywali, że do wojny między zaborcami wcześniej czy później musi dojść i Polacy muszą być na to przygotowani. Stąd pomysł - i wyszedł on od Sosnkowskiego - założenia Związku Walki Czynnej. Stało się to w czerwcu 1908 roku we Lwowie.
Jaka była jego rola w Związku Walki Czynnej?
To była rola kluczowa. On napisał status, on organizował ćwiczenia i szkołę bojową, ćwiczył kandydatów do służby wojskowej. Przez ZWC przewinęły się najważniejsze postacie późniejszej polskiej irredenty, naczelni wodzowie, wszyscy ważniejsi polscy wojskowi. To był zaczyn Legionów, a jak wiemy, Legiony stały się jądrem Wojska Polskiego odtworzonego w 1918 roku. Może nie ilościowo, bo wiadomo, że oficerowie armii zaborczych przeważali, ale to był przede wszystkim kościec ideowy.
Gdy wybuchła wojna światowa, Sosnkowski został zastępcą Piłsudskiego jako dowódcy 1. Pułku Piechoty, a potem I Brygady, oraz szefem sztabu. Jak radził sobie jako dowódca i sztabowiec?
W zasadzie nie ma stanowisk, na których generał się nie sprawdził. Wszystko, co robił, zawsze robił perfekcyjnie. Cofnę się do okresu jego studiów. Proszę sobie wyobrazić, że Kazimierz nigdy nie przyjmował oceny niższej niż celująca. Potrafił wykłócać się o to z profesorami. Rzeczywiście, zawsze wszystko robił na najwyższym poziomie. Tak było też w Legionach. Był tam zastępcą komendanta Piłsudskiego, a w zasadzie zastępcą i dowódcą polowym. To on dowodził brygadą na froncie. Piłsudski był od innych ważnych spraw, politycznych i dyplomatycznych, a dowodzenie czysto wojskowe schodziło na Sosnkowskiego. On dowodził np. w bitwie pod Łowczówkiem i wykazał tam duże umiejętności.
Trzeba powiedzieć - zawsze to podkreślam - że tam, gdzie dowodził osobiście w polu, czy to I Brygadą Legionów, czy Armią Rezerwową w roku 1920, czy w kampanii 1939 roku, nigdy nie przegrał żadnej bitwy. Był wyjątkowo zdolny, ale też - tak jak Józef Piłsudski - nigdy nie ukończył żadnej szkoły wojskowej. Był absolutnie zdolnym samoukiem. Wchłonął tysiące stron literatury wojskowej, militarnej i wspomnieniowej. Na tej podstawie i na podstawie wrodzonych talentów dorównywał generałom, którzy przeszli przez wszystkie szczeble edukacji wojskowej, od niższych szkół wojskowych, przez szkoły oficerskie, do akademii sztabu generalnego. Pokazała to zarówno pierwsza, jak i potem druga wojna światowa.
Po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917 r. Piłsudski i Sosnkowski zostali aresztowani przez Niemców. Tu nasuwa się pytanie, czy Szef zawsze całkowicie akceptował polityczne wybory Komendanta?
To okres bardzo ścisłej ich współpracy, nawet nie tyle współpracy, ile współtworzenia i współdecydowania. Stanowili tandem. Piłsudski zazwyczaj rzucał myśl, a Sosnkowski ją przekuwał w czyn. Był rzeczywiście szefem sztabu Piłsudskiego, on wypracowywał detale każdej decyzji. W zasadzie pierwszy rozdźwięk między nimi nastąpi dopiero na początku lat 20. Ale do 1923 roku miała miejsce absolutnie ścisła współpraca. Więc tak: Sosnkowski akceptował polityczne plany Komendanta, w tym także ten o porzuceniu państw centralnych latem 1917 roku. Razem zostali aresztowani w Warszawie, potem rozdzielono ich, ale później wspólnie siedzieli w twierdzy w Magdeburgu. W listopadzie 1918 roku zostali zwolnieni i przewiezieni do Warszawy. Razem przystąpili do tworzenia państwa i Wojska Polskiego.
3 marca 1919 roku Piłsudski jako Naczelny Wódz mianował Sosnkowskiego drugim wiceministrem spraw wojskowych. Jakie były jego osiągnięcia na tym stanowisku w trudnym momencie tworzenia armii i walki o granice nowego państwa?
Powtarzam zawsze, że to było największe osiągnięcie Sosnkowskiego, a jednocześnie najmniej przez opinię publiczną dostrzegalne. Bo jeżeli mówimy o wojnie polsko-bolszewickiej, to znamy dowódców na froncie, znamy bitwy, operacje warszawską i niemeńską itd. Ale to wszystko nie doszłoby do skutku, gdyby nie "kurator tyłów", jak Sosnkowski mówił o sobie. Ktoś, kto to wszystko potrafił zorganizować. Tutaj ciekawostka. W marcu 1919 roku Piłsudski zaproponował mu stanowisko ministra. Ale Szef odmówił. Nie chciał być ministrem, wolał zostać wiceministrem, a nawet drugim wiceministrem, bo dopiero wtedy mógł się wykazać efektywną pracą. Proszę sobie wyobrazić - zawsze to podkreślam - jakiegoś współczesnego polityka, który odmawia stanowiska ministerialnego. A Sosnkowski nie chciał, bo to wymagało wystąpień, uczestniczenia w uroczystościach, reprezentowania. To wszystko zakłócałoby mu tok pracy. On wolał ciężko pracować gdzieś tam z tyłu, niewidocznie. To był cały generał. Takie zachowanie przekłada się na fakt, że w dzisiejszym naszym społeczeństwie nie jest za bardzo znany, bo zawsze był człowiekiem drugiego planu.
A jeśli chodzi o osiągnięcia, o które pan pyta, to trzeba pamiętać, że armia tworzyła się od podstaw i była ogromnie zróżnicowana. Dowódcami i oficerami byli różni ludzie. Często ze słabą znajomością języka polskiego. Na przykład wybitny generał Wacław Iwaszkiewicz z armii rosyjskiej po polsku prawie wcale nie mówił. Prócz różnych ludzi były różne regulaminy, różna broń (np. 25 typów karabinów), różna amunicja. Różne też były oddziały. Armia Hallera, która przyszła z Francji, Armia Wielkopolska z wpływami armii niemieckiej, jednostki z byłej armii austro-węgierskiej i byłej armii rosyjskiej. Wszystko to trzeba było ujednolicić, ustalić logistykę, transport. To był karkołomny wyczyn. A trzeba pamiętać, że państwo było zupełnie zniszczone przez pierwszą wojnę. Przewalające się fronty, różna sieć torowa, trakcje kolejowe pozrywane. Dzisiaj przy nowoczesnej technologii byłoby to trudne do uporządkowania, a Sosnkowskiemu jakoś się udało. Jego rola była ogromna i nawet Piłsudski powiedział, że bez tytanicznej pracy Kazimierza Sosnkowskiego nie wie, jak by się wszystko potoczyło.
Podczas wojny z bolszewikami Sosnkowski miał również okazję wykazać się jako dowódca liniowy.
W maju 1920 r. objął dowodzenie Armią Rezerwową. W jednym z listów do Piłsudskiego, który był wtedy pod Kijowem, stwierdził, że "zeschnie jak pluskiew przywiązany do fotela kuratora tyłów". No i Piłsudski dał mu chwilę wytchnienia od pracy biurowej, mianując dowódcą wspomnianej Armii Rezerwowej. Związek ten operował na północy, na froncie litewsko-białoruskim, nad Berezyną i Autą. Sosnkowski dowodził tam przez trzy tygodnie i odparł pierwszą ofensywę Tuchaczewskiego. To miało ważne znaczenie dla całej wojny. Operacja nie została do końca zwieńczona sukcesem, ale absolutnie nie było w tym winy Sosnkowskiego, bo jego planowanie strategiczne było w iście napoleońskim stylu, z szerokim obejściem północnym frontem, żeby wejść na tyły bolszewików. No ale inne powody sprawiły, że akcja nie do końca się udała. Napisałem kiedyś książkę o Armii Rezerwowej, więc mógłbym sporo o niej mówić.
Kolejny ważny moment w życiu generała to jego rozejście się z Józefem Piłsudskim na początku lat 20. Jakie były tego przyczyny?
W 1923 roku obaj odeszli z wojska. W maju Piłsudski poszedł do swojego słynnego Sulejówka, a Sosnkowski wybrał się na pierwszy od 1918 roku i w ogóle pierwszy w życiu urlop. Dodajmy: po pięciu latach wytężonej pracy. Gdy u schyłku roku powstał nowy rząd - kierowany przez Władysława Grabskiego - Piłsudski chciał, żeby Sosnkowski wyszedł z niego i nie legitymizował swoim nazwiskiem tego przedsięwzięcia. Szef nie chciał się zgodzić, bo akurat procedowano finansową reformę Grabskiego i uważał, że jeżeli poda się do dymisji, to całe to przedsięwzięcie może po prostu nie dojść do skutku. Odpowiedział więc Piłsudskiemu, że owszem odejdzie, ale jeszcze nie teraz, bo nie chce wywoływać kryzysu rządowego spowodowanego własną dymisją. To była pierwsza zadra w ich wspólnym działaniu.
O wiele bardziej dramatyczne zachowanie miało miejsce podczas przewrotu majowego.
Rzeczywiście można powiedzieć, że przewrót majowy był tragedią dla Sosnkowskiego. Postawił go w sytuacji wyboru między wiernością konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej a wiernością wobec Komendanta, z którym był przecież tak blisko przez tyle lat. To było coś tak strasznego, że podjął ostateczną decyzję. Postanowił popełnić samobójstwo strzelając sobie w serce. Wtedy zaczęło pojawiać się określenie, że Sosnkowski jest Hamletem, który nie potrafi podjąć decyzji. Ja odpowiadam, że to jest właśnie najwyższy stopień decyzji. Odebrać sobie życie to nie wahanie się. To wymaga silnego charakteru, a poza tym taka decyzja wcale nie oznacza kapitulacji.
Strzelił sobie w serce z pistoletu najcięższego używanego wówczas kalibru - 9 mm Parabellum. Podkreślam to dlatego, bo złośliwi mówili później, że upozorował samobójstwo. Nie trafił, bo był mańkutem. Inaczej przyłożył lufę w podenerwowaniu. Strzelił sobie w piersi, ale nie tam, gdzie jest serce. Kula go przebiła na wylot. Zawsze mówię też: jak można pozorować samobójstwo, strzelając do siebie z największego kalibru w klatkę piersiową? Rzadko można z tego wyjść cało...
Trzeba też pamiętać jak doszło do przewrotu. Piłsudski wcale nie zamierzał rozpętywać walk. Nie sądził, że do nich dojdzie. W końcu, kto by się porywał z pułkiem kawalerii i garścią piechoty, z którymi szedł z Rembertowa do Warszawy, na całą armię? To miała być tylko manifestacja. No ale przekształciła się w krwawe walki zbrojne. A Sosnkowski nie dał rady. Zawsze był legalistą. Miłość do Komendanta zmierzyła się w nim z wiernością wobec legalnego rządu. Postrzelił się ciężko. Wiele miesięcy był na rekonwalescencji. Wrócił do służby w marcu 1927 roku. Już nigdy z Piłsudskim nie był w tak zażyłych kontaktach jak wcześniej.
Rozmawiał: Paweł Stachnik
Dr hab. Jerzy Kirszak - ur. w 1968 r., historyk, pracownik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN we Wrocławiu i Wojskowego Biura Historycznego w Warszawie. Autor m.in. książek: (z J. Komorowskim i K. Szwagrzykiem) "Portret malowany historią. Dzieje rodziny Komorowskich" (2008), "Generał Kazimierz Sosnkowski" (2012); "Armia Rezerwowa gen. Sosnkowskiego w roku 1920" (2013), (z M. Gałęzowskim) "Twórca Niepodległej. Józef Piłsudski 1867-1935" (2018).



