Zapraszamy od 10 do 17 z wyjątkiem poniedziałków

Pamiętniki Sznaperów z Powstania Warszawskiego



W zbiorach Muzeum Armii Krajowej w Krakowie znajduje się wiele osobistych pamiątek, poruszających swoim osobistym i prywatnym charakterem. Do takich cennych obiektów należą również pamiętniki Stanisławy i Stefana Sznaperów, w których autorzy opowiadają o swoich losach w czasie Powstania Warszawskiego. Małżonkowie, rozdzieleni wtedy przez wojenną zawieruchę, przedstawiają dwie odmienne perspektywy, naznaczone cierpieniem, rozłąką i ciągłą niepewnością.

Opowieść Sznaperów zaczyna się w przededniu wybuchu powstania, a kończy z początkiem listopada 1944 r.

Wybuch powstania zastał Stanisławę i Stefana na Powiślu, gdzie mieszkali razem z córką Marią. Nie mieli kontaktu z synem Adamem, który został na Saskiej Kępie, ani z drugą córką, Stanisławą, mieszkającą w Lublinie.

Jak relacjonuje Stefan, 1 sierpnia wypełnił warszawskie serca radością i nadzieją. Spodziewano się rychłego zwycięstwa - z zachodu miało nadejść wsparcie aliantów, a od wschodu w wyparciu Niemców mieli pomóc Rosjanie. Przeczuwano, że walki nie potrwają długo, najwyżej tydzień.

Jednak w połowie sierpnia oczekiwana pomoc wciąż nie nadchodziła. Zapasy żywności w Warszawie zaczynały się kurczyć, a mieszkańcy mieli już powoli dość. Wrzesień również nie przyniósł przełomu. Niemcy równali z ziemią kolejne dzielnice, jedzenie można było dostać tylko sposobem, a pieniądze straciły jakąkolwiek realną wartość.

Maria Sznaper w czasie powstania pracowała jako sekretarka w konspiracyjnym Departamencie Spraw Wewnętrznych. Nieustraszona dziewczyna, wypełniająca sumiennie swoje obowiązki i sprawnie poruszająca się po ostrzeliwanych i bombardowanych ulicach, wzbudzała podziw i uznanie współpracowników i przełożonego ministra. Niestety, 5 września została postrzelona w brzuch, gdy przedostawała się ze schronu do domu, aby przynieść jedzenie ludziom w schronie. Stanisława zabrała ją do szpitala i została, żeby się nią opiekować. To właśnie tego dnia drogi małżonków rozeszły się i oboje musieli stawić czoła losowi w pojedynkę.

Następnego dnia Stefan został aresztowany i wraz z sąsiadami wysłany do obozu przejściowego w Pruszkowie. W drodze dowiedział się, że szpital, do którego trafiła Stanisława i Maria, został doszczętnie spalony, a w płomieniach zginęło 250 osób. Stracił wtedy wszelką nadzieję.

Jednak matce i córce udało się przeżyć. Gdy między żołnierzami Armii Krajowej a Niemcami wybuchły walki o szpital, budynek faktycznie stanął w płomieniach od ostrzału z Nebelwerferów. Wyczerpana po ciężkiej operacji Maria z pomocą matki opuściła szpital - kobiety przedostały się przez fosforowe płomienie, niekończący się ostrzał i spadające bomby.

Finalnie trafiły do szpitala na Woli. Stan Marii, nadwyrężony ucieczką i niewygodnym transportem, był już na tyle ciężki, że nie pozostawiał złudzeń.

Stefan, pozostający w tym czasie w Pruszkowie, dowiedział się, że wiele osób uratowało się jednak z płonącego szpitala. Wierzył, że wśród tego grona była także Maria i Stanisława.

Sam, jak pisze, nie mógł zbyt narzekać na pobyt w obozie - miał co jeść, nie działa mu się krzywda, jedynie warunki higieniczne nie należały do najlepszych. Stefan liczył, że Stanisława i Maria niedługo dołączą tu do niego, dlatego nie starał się wydostać z obozu - szczególnie, że nie wiedział dokąd tak naprawdę kierowane są transporty kolejowe. 11 września, gdy od rodziny wciąż nie było żadnych wieści, a według obozowych plotek pociągiem można było wydostać się na wolność, Stefan opuścił Pruszków. Podróż w bydlęcym wagonie trwała około 20 godzin - na stojąco, bez wody i jedzenia.

Tego samego dnia Maria zmarła po długim cierpieniu. Stanisława sama złożyła ciało córki do grobu wykopanego na dziedzińcu szpitala, po czym została w kontrolowanym przez Niemców budynku i opiekowała się rannymi. Gdy okazało się, że budynek może być celem rosyjskiego ostrzału, Stanisława postanowiła go jak najszybciej opuścić. Po czterech dniach udało jej się wydostać z jedną z pielęgniarek po zaopatrzenie i uciec do Podkowy Leśnej. Była zdana tylko na siebie. Cały czas szukała syna i męża.

Stefan, po nabraniu sił u gospodarza w Politowie, do którego trafił z przydziału Rady Głównej Opiekuńczej, zajął się handlem obwoźnym w okolicach Radomia i Warszawy. Chciał zarobić, aby w razie potrzeby móc utrzymać przybyłą z Warszawy rodzinę. W połowie października opuścił Politowo, jednak niedługo później dowiedział się od znajomego gospodarza, że czekają tam na niego jakieś listy. Wrócił więc czym prędzej. Z listów od żony dowiedział się, że Marysia nie żyje, a ona sama błąka się i wypytuje napotkanych ludzi o rodzinę. Stefan wyjechał jej szukać, ale minęli się w drodze - Stanisława dotarła do Politowa, gdy on szukał jej w Skierniewicach. Wrócił więc i po dwóch miesiącach rozłąki nareszcie spotkał się z żoną.

W końcu mogli opowiedzieć sobie o wszystkim i podzielić ciężkimi przeżyciami. Opłakali razem Marię i wciąż oczekiwali wieści od Adama i Stanisławy.

Wigilię i Boże Narodzenie 1944 roku Sznaperowie spędzili w Końskich u życzliwych gospodarzy. W tych właśnie dniach spisali swoje przeżycia w dwóch zeszytach, tworząc pamiętniki z myślą o swoich dzieciach. Bali się, że jeśli śmierć nadejdzie prędzej niż spotkanie z najbliższymi, to Adam i Stanisława nigdy nie dowiedzą się, co działo się z rodzicami i Marią w czasie rozłąki. Małżonkowie mieli zamiar dostarczyć zeszyty znajomym w Lublinie, którzy w razie ich śmierci przekazaliby je adresatom.

Pamiętniki Sznaperów są poruszającym świadectwem mieszkańców Warszawy, która stała się polem bitwy. Pisane z dwóch perspektyw - uwięzionej w walczącym mieście matki opiekującej się umierającą córką w ostrzeliwanych szpitalach oraz wywiezionego do obozu w Pruszkowie ojca - dają odmienne obrazy cierpienia, wynikające z tego samego historycznego wydarzenia.

Również style wypowiedzi Sznaperów różnią się od siebie. Stefan podzielił zapiski na konkretne daty i opisał nie tylko swoje przeżycia i relacje z wydarzeń, ale też pogłębił kontekst społeczny i polityczny - wspominał o nastrojach w społeczeństwie czy o działaniu organizacji takich jak Rada Główna Opiekuńcza. Natomiast relacja Stanisławy jest zdecydowanie bardziej emocjonalna i dynamiczna. Treść jej pamiętnika jest niemal jednorodna, pozbawiona ścisłych podziałów na daty. To trzymający w napięciu, niemalże literacki opis dramatycznych chwil i miłości matki do dziecka.

Obydwa pamiętniki są bezcennym źródłem historycznym i świadectwem osobistych przeżyć. Choć różnią się od siebie stylem i opisanymi doświadczeniami, to ich najbardziej wyraźną wspólną cechą jest bijąca z nich tęsknota - tęsknota za towarzyszem życia, za drogimi dziećmi, za rodzinną okolicą i za normalnym życiem.


Archiwalne dokumenty


Zmień ustawienia cookies