W operującej na Polesiu 27. Wołyńskiej DP AK żołnierze byli już u kresu sił. W oddziałach liniowych byli w niemal nieustannych walkach od lutego, a wielu miało przecież za sobą doświadczenie miesięcy wyczerpujących fizycznie i psychicznie walk w obronie polskiej ludności. Co więcej, na wyczerpaniu były zapasy żywności. W połowie maja na dzienną rację żołnierza składało się kilka ziemniaków lub kawałek mięsa. Chleba nie widziano już od miesiąca. Na domiar złego obowiązywał zakaz palenia ognisk ze względu na samoloty rozpoznawcze, pilnie śledzące każdy ruch w poleskich lasach. Zjedzono posiadane jeszcze nieliczne konie. Żywności brakowało nawet dla rannych, wyczerpały się nieliczne leki i medykamenty. Dywizję dziesiątkowała malaria. Ponownie pojawiły się akty rozluźnienia dyscypliny i niesubordynacji. Niemiecki pierścień szczelnie zaciskał się wokół puszczy, uniemożliwiając sprowadzenie pożywienia z zewnątrz.