W czwartek 19 września w Muzeum Armii Krajowej odbyło się spotkanie poświęcone postaci rotmistrza Witolda Pileckiego. Nosiło tytuł "Witold Pilecki - żołnierz, ochotnik, poeta".
Naszymi gośćmi byli dwaj pasjonaci od dawna zaangażowani w popularyzowanie postaci rotmistrza. Jarosław Wróblewski to pracownik Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie, biograf Pileckiego, autor dwóch poświęconych mu książek: "Rotmistrz" oraz "Niezniszczalny. Rozmowy o Witoldzie Pileckim".
Mateusz Luśnia to prezes Fundacji Projekt Patriotyzm, przez wiele lat organizator Marszów Witolda Pileckiego w Warszawie, pomysłodawca oratorium o Pileckim pt. "Tak musiało być".
Jarosław Wróblewski przedstawił obszernie życiorys bohatera, od jego dzieciństwa, przez udział w walkach o niepodległość w latach 1918-1920, okres międzywojenny, wojnę obronną 1939 r., udział w konspiracji, pobyt i ucieczkę z KL Auschwitz, aż po proces przed komunistycznym sądem zakończony wyrokiem śmierci.
- Nie ma chyba postaci z II wojny światowej, która miałaby tyle pomników, ulic, tablic i innych upamiętnień. To człowiek, który bez wątpienia zostawił swój ślad w historii świata. Nie tylko Polski, ale świata - podkreślał mówca.
- Pilecki miał być wymazany z historii. W PRL był na niego zapis cenzury. Gdy prof. Wiesław Wysocki w latach 80. chciał wydać w Niepokalanowie książkę o więźniach Auschwitz, z różnych krajów, wycięto mu cały rozdział o Pileckim. Ale Pilecki jest niezniszczalny - mówił Jarosław Wróblewski.
Wspomniał o poetyckiej twórczości rotmistrza zachowanej w postaci ośmiu wierszy. Odczytał wierszowany list do dyrektora Departamentu Śledczego MBP Józefa Różańskiego, napisany przez Witolda krótko po aresztowaniu, 4 maja 1947 r. w areszcie przy ul. Rakowieckiej.
Przypomniał religijność bohatera, który często czytał książeczkę Tomasza a Kempis "O naśladowaniu Chrystusa" i cytował z niej zadanie: "Starałem się tak żyć, aby w godzinę śmierci bardziej się cieszyć niż lękać".
Z kolei Mateusz Luśnia opowiedział o swoich doświadczeniach z osobą rotmistrza, o wrażeniu, jakie wywarła na nim ta postać, gdy pierwszy raz o niej przeczytał, a także o swoistej opiece, jaką Pilecki roztacza nad jego działaniami popularyzatorskimi.
Oto bowiem gość przez dziesięć lat organizował Marsze Witolda Pileckiego w Warszawie, a potem zainspirował krakowskiego kompozytora Huberta Kowalskiego do napisania muzycznego oratorium "Tak musiało być" inspirowanego życiem rotmistrza.
Oratorium udało się stworzyć i nagrać przy udziale orkiestry i dwóch chórów, a obecnie trwają prace zmierzające do wydania go na płycie. Poruszające fragmenty dzieła - m.in. "Polonez w Sukurczach", "Elegia pamięci zamordowanych w Auschwitz" i "Więzienne rozmowy" - mogli usłyszeć uczestnicy spotkania.
Opowieści gości z Warszawy zebrana w muzealnej auli publiczność nagrodziła oklaskami. Wśród przybyłych byli państwo Maria Serafińska-Domańska z mężem Stanisławem Domańskim, właściciele dworku Koryznówka w Nowym Wiśniczu, w którym przez trzy miesiące po ucieczce z KL Auschwitz ukrywał się Witold Pilecki. Tam właśnie powstał pierwszy Raport Witolda o obozie, który dziś znajduje się w zbiorach naszego muzeum.
Pani Maria opowiedziała o pobycie rotmistrza w Koryznówce, o nagłym pojawieniu się zainteresowania jego postacią po 1989 r. i tym, jakie dziś jest zainteresowanie Pileckim wśród odwiedzających dworek.
Spotkanie odbyło się w 84. rocznicę rocznica dobrowolnego oddania się rotmistrza w ręce Niemców, by mógł trafić do obozu Auschwitz i wypełnić swą misję.
Tekst i fot.: Paweł Stachnik















