Walki o Monte Cassino

Walki o Monte Cassino


W kolejnych szturmach na wzgórza Monte Cassino Polacy otrzymali wysokie straty. Po pierwszym szturmie w kwaterze 2 Korpusu Polskiego zjawił się dowódca 8 Armii gen. Oliver Leese, który nie szczędził słów uznania po adresem polskich żołnierzy. Twierdził bowiem, że dzięki poświęceniu Polaków Niemcy zmuszeni byli ściągnąć posiłki z innych odcinków frontu oraz wspomniał, że sukcesem Polaków było ściągnięcie na siebie ognia artylerii i odwodów nieprzyjaciela. Oba te czynniki w rzeczywistości ułatwiły działania zbrojne Aliantom.

Francuzi przełamali obronę w Górach Auruncyjskich, również Marokańczycy i Amerykanie przełamywali obronę otwierając sobie drogę w dolinę Liri, a następnie na Rzym.

Kolejny szturm wedle życzenia gen. Leese’a został zaplanowany na 17 maja, na godz. 6 rano i miał być zsynchronizowany z atakiem XIII brytyjskiego Korpusu. Dzień przed atakiem, Polacy zauważyli dymy wokół klasztoru, który mógł sugerować, iż Niemcy wycofują się (przełamanie frontu w innych miejscach sprawiło, iż obrona Cassino nie miała dla Niemców już takiego znaczenia). Jednak wypad na Widmo 16 Lwowskiego Batalionu Strzelców dokonał zajęcia wzgórza. W sztabie Korpusu nasłuch radiowy potwierdził, iż niemieccy spadochroniarze rozpoczęli pod osłoną odwrót z klasztoru.

Bitwa rozpoczęła się zgodnie z planem. 16 batalion atakował rejon Widma. 17 batalion wraz z polskimi komandosami szturmowali San Angelo, a 4 Pułk Pancerny kolejny raz szturmował Gardziel. Krwawe walki wokół klasztoru trwały dzień i noc, a okoliczne wzgórza wielokrotnie zmieniały właścicieli. Na wzgórzu San Angelo Polakom, odciętym od zaopatrzenia, zabrakło amunicji, przez co żołnierze śpiewając hymn rzucali w Niemców kamieniami.

Straty Polaków były tak duże, że gen. Anders wydał rozkaz skierowania do walki wszystkich żołnierzy zdolnych do trzymania broni, w tym kierowców i kucharzy. Wszyscy byli potrzebni, aby szturm nie załamał się…